,,Gdy szukam wspomnień, które trwały ślad pozostawiły we mnie, kiedy podsumowuję godziny,
które miały dla mnie znaczenie, odnajduję nieomylnie to, czego żadne bogactwo nie zdołałoby mi
zapewnić: nie można kupić przyjaźni człowieka związanego z nami na zawsze doświadczeniami życia.''
,,Roni schodziła powoli po schodach,aby nie przewrócić się o długi materiał błękitnej sukienki.
On po chwili odwrócił się i ujrzał dziewczynę. Jego czekoladowe tęczówki lustrowały jej posturę i podziwiały z zachwytem jej osobę. Kluczoczarne włosy miał jak zawsze idealnie ułożone do góry.
Ubrany w czarny garnitur i tego samego koloru eleganckie buty idealnie komponowały się z jego czupryną.W kieszeni miał czerwoną róże, która dodawała chłopakowi uroku.
Veronica zeszła uśmiechając się lekko widząc,że chłopak się jej przygląda. Jej kasztanowe włosy były spięte w wysokiego koka, a zielone tęczówki przyglądały się chłopakowi. Podszedł do niej i wziął jej rękę i pocałował.
- Ślicznie pani wygląda,Panno Dowell - powiedział z łobuzerskim uśmiechem mulat,a dziewczyna się zaśmiała.
- No wiesz...- powiedziała przyglądając mu się - Ty też niczego sobie. Ten tylko przewrócił oczami i
zaprowadził na środek wielkiej sali. Wokół nich tańczyły inne pary, jedni zakochani inni po prostu się wygłupiali.Chłopak objął dziewczynę w tali, a ona zarzuciła mu ręce na szyi. Był to bal jesienny, zorganizowany przez szkołę.
Nikt nie przypuszczał,że pomiędzy przyjaźnią,a miłością jest bardzo cienka nitka, która tylko czeka aż się ją zerwie. Tylko nikt nie powiedział,że wszystko ma wyglądać jak z bajki, prawda?
- Roni, ja zawsze chciałem ci to powiedzieć ale nigdy nie miałem odwagi...- powiedział dalej patrząc w jej oczy. Dziewczyna przygryzła lekko wargę. ,,Czy ona robi to specjalnie?'' zapytał się chłopak w myślach.
- Ja, ja.. Ron.. ja..- zaczął się jąkać i plątać w tym co mówi. Dziewczyna tylko przyłożyła mu palec na ustach i powiedziała:
- Zayn... już nic nie mów, ja wiem...- pokręciła głową- Ja też...''
Dziewczyna szybko odgoniła od siebie myśli i wytarła cieknące po jej policzkach łzy. Tak nie mogło być, przecież nie mogła ciągle żyć przeszłością! A jednak. Wszystko szło jej na przekór, tylko dlaczego, dlaczego musiała tak cierpieć? Ona tylko chciała zaznać szczęścia, poczuć jak to jest być kochaną. Chyba jednak los miał inne plany. To tak jak by ktoś już napisał scenariusz ale inna osoba wzięła go i podarła na drobne kawałeczki, spaliła, napisała nowy... ale czy taki jak ona sobie wymarzyła? Na pewno nie.
Brunetka podkuliła nogi i oparła głowę o kolana. Popatrzała na okno którego obramowania były pomalowane na niebiesko. Do jej parapetu był przywiązany sznurek, a drugi koniec był przyczepiony do jego okna. Na parapecie Zayn'a stała średniego rozmiaru puszka. Gdy jeszcze byli małymi dziećmi wysyłali do siebie tym wiadomości, gdy nie mogli się spotkać, ale nawet jeszcze do niedawna to robili.
Nagle po całym domu rozniósł się huk trzaskających drzwi. Roni jeszcze bardziej przytuliła się do swoich kolan, a po jej twarzy znów zaczęły lecieć łzy. Jej szmaragdowe tęczówki były jak za gęstą mgłą.
Głośne uderzenia stóp o schody tylko pogorszyły sprawę, hałas był coraz głośniejszy aż w końcu ucichł.
Wszystko zawsze wyglądało tak samo. Drzwi od jej pokoju zaskrzypiały, a w ich progu stanął średniego wzrostu mężczyzna o brązowych włosach, z parodniowym zarostem.
- Znowu beczysz? - zapytał zachrypniętym głosem. - On nie wróci, nie pomoże ci, nie rozumiesz tego Veronica? Zaśmiał się jak by właśnie opowiedział jakiś dobry żart. Złapał mocno dziewczynę za obojczyk i pociągnął tak,że niewiele brakowało,a dziewczyna leżała by już na ziemi.
- Czego ty chcesz, co? - zapytała dziewczyna piskliwym głosem od płaczu - Co ja ci takiego zrobiłam? Roni nic z tego nie rozumiała, była zwykłą przeciętną nastolatką niewyróżniającą praktycznie niczym. Po tym jak jej mama zginęła w wypadku ojciec zaczął pić bo nie umiał się pogodzić ze śmiercią swojej żony. Znikał czasem na parę dni, a do domu wracał pijany. Ale najbardziej nie rozumiała jednej istotniej dla niej rzeczy. Dlaczego ona? Co ona zrobiła,że los był dla niej taki okrutny? Przez ostatnie dwa lata nie pamięta żeby nie było dnia, gdy z jej zielonych oczu nie poleciała chociaż jedna łza.
- To ja tu jestem od zadawania pytań...- mruknął nachylając się nad nią. - A teraz, złaś na dół i rób mi kolację. - powiedział już bardziej stanowczym głosem. Dziewczyna powoli zeszła z parapetu spuszczając głowę na dół tak, żeby jej włosy przykryły twarz z której zaczęły powoli płynąć łzy. To nie tak, że użalała się nad sobą i było ją tylko stać na to żeby wspominać . Ona po prostu już nie dawała rady. Wspomnienia nękały ją niemal na każdym kroku.
- Szybciej nie możesz?! - warknął do swojej córki. Tylko Roni nawet nie miała zamiaru mówić o nim jak o ojcu... No bo jaki ojciec tak traktuję własną córkę?!
Zielonooka przyspieszyła kroku schodząc po śliskich, drewnianych schodach w samych skarpetkach. Zeszła szybko prawie wywracając się na schodach. Weszła do małej kuchni. Była to już stara kuchnia, prawie wszystkie szafki były drewniane.
W mieszkaniu było zadziwiająco cicho, było tylko słychać krzątającą się po pomieszczeniu Veronicę. Zazwyczaj wyglądało to tak,że mężczyzna schodził na dół, poganiał Roni do gotowania i krzyczał na nią jak coś źle zrobiła.
Nagle wpadł jej do głowy pewien pomysł. Bała się, ale to było chyba jedyne wyjście aby uwolnić się na chociaż krótki czas od ojca. Po cichu wymknęła się z kuchni i szybko podeszła do szafki z butami która była koło drzwi na zewnątrz. Jak najciszej ubrała brązowe już trochę zniszczone kozaki i tego samego koloru kurtkę. Z komody wzięła torebkę i prędko wymknęła się z domu.
Wychodząc z domu od razu uderzył w nią powiew lodowatego powietrza. Cóż się dziwić była już końcówka listopada. Podniosła głowę do góry i spostrzegła,że z nieba lecą małe płatki śniegu. Lekko się zdziwiła ponieważ w Bradford już od dawna nie padał. Jednak po chwili zaczęła biec... przecież jak by jej ojciec spostrzegł,że jej nie ma to od razu zaczął by ją szukać.
Gdy w jej głowie pojawił się obraz ojca jak wydziera się na nią po tym jak uciekła, oczy jej się zaszkliły, a po chwili zaczęły lecieć łzy. Roni jeszcze bardziej przyśpieszyła swój bieg co nie było łatwe na chodniku który nie był odśnieżony. Jej długie włosy leciały na jej twarz, ale po mino tego dalej biegła. Po chwili jednak wpadała na kogoś i upadła na ziemię.
- Nic ci się nie stało?- zapytał chłopak, na którego wpadła. Głos należący do niego był bardzo znajomy, a może aż za bardzo?
Podniosła głowę i ujrzała chłopaka w skórzanej kurtce podający jej dłoń. Nie, przecież to nie mógł być on! Co on tu do cholery robił?! Przecież wyjechał, a Roni myślała,że już nigdy tutaj nie wróci!
- Veronica? - zapytał po chwili wpatrywania się w zaskoczoną dziewczynę. Ona nic nie odpowiedziała i wstała o własnych siła. Odwróciła się idąc tak jak by się nic nie stało.
- Roni, zaczekaj!- krzyknął za nią. Przyspieszył trochę biorąc dziewczynę za nadgarstek. Próbowała się przez chwilę wyszarpać, ale nie wychodziło jej to.
- Przestań i popatrz na mnie!- wykrzyknął. No tak, jak zwykle. Bo tylko na nią można krzyczeć. - Proszę...popatrz na mnie...- powiedział już spokojniej i czulej, jak by się opamiętał,że żadne krzyki tutaj nie pomogą. Po chwili wahania brunetka popatrzała na jego czekoladowe tęczówki, które były o dziwo przepełnione troską.
- Czemu płaczesz? - zapytał biorąc jej podbródek żeby odpowiadając patrzyła na niego.
- A, co?! Nagle cię to zaczęło obchodzić?!- wykrzyknęła łamiącym się głosem od płaczu odtrącając jego rękę.
- Ron, to nie tak! - odparł zanim dziewczyna zaczęła od niego się odsuwać.
- A jak?!- znów poniosła głos.- Zayn, wjechałeś bez żadnego pożegnania, nawet głupiego sms'a nie raczyłeś napisać! Wtedy, gdy najbardziej cię potrzebowałam... ty...- ostatnie zdanie niemal wyszeptała, a z jej oczy napłynęły kolejne łzy. Pokręciła głową biegnąc dalej, zostawiając chłopaka na środku chodnika. Z jednej strony po tym co zrobił niemal go znienawidziła, ale z drugiej miała ochotę znów się do niego przytulić i poczuć to ciepło bijące od chłopaka, to niesamowite bezpieczeństwo jakie przy nim czuła... ale nie potrafiła, czuła blokadę, która jej na to nie pozwalała...
Zanim się zorientowała nogi zaprowadziły ją pod dom jej przyjaciela. Był to niewielki drewniany domek otoczony płotem. Teraz w zimę tego nie było widać, ale w lato przed tym domem był przepiękny, mały ogródek. Od razu było widać,że w tym domu mieszka porządna pani domu. W końcu mama Niall'a uwielbiała rośliny.
Podeszła do dużych drewnianych drzwi i wcisnęła dzwonek, niemal modląc się,żeby to blondyn otworzył drzwi. Przecież rodzice Niall'era nie mogli zobaczyć jej w takim stanie!
Po chwili drzwi się otworzyły, a dziewczyna odetchnęła z ulgą widząc w nich swojego przyjaciela.
- Matko Boska, Roni. Co ci się stało?
___________________________________________________________________
Na wstępie chciała bym przeprosić za długą nie obecność,ale ja wcześniej już kończyłam pisać rozdział musiały mi korki w mieszkaniu puścić bo prąd nagle mi wyłączyli, a ten stary laptop musiał się wyłączyć -.-Jeśli wyłapiecie jakieś błędy to najmocniej przepraszam ale mam prawdopodobnie dysleksje bo miałam już robione badania.... Ale dosyć o mnie.
Mam nadzieję,że chociaż trochę się wam spodobał świat Roni :)Jest tutaj trochę pomieszane ale wszystkiego dowiecie się w swoim czasie :) Pisałam większą część drugi czas bo wcześniej mi się nie zapisało i wygląda to trochę gorzej niż wcześniej ale chyba to przeżyję ;))
Jeśli komuś się spodobało to proszę o komentarz bo chciałabym wiedzieć czy ktoś to czyta ;) Oczywiście was nie zmuszam ale możecie mi dać znak,że czytacie :>
Przypominam o moim ask'u : http://ask.fm/TrustMeFF
Pozdrawiam i do napisania :)
No cóż rozdział mi się podoba. Do gustu mi przypadł Twój styl pisania. Zaciekawiłaś mnie i jak już wcześniej wspominałam, będę tu częściej zaglądać.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :*
Jejku, nie wiesz jaki uśmiech gości na mojej twarzy jak czytam,że to komuś się podoba :) Mam nadzieję,że cie nie zawiodę (odpukać) :))
UsuńBuziaki ;**
Jak by mi się to mogło nie spodobać?!
OdpowiedzUsuńLiv, to jest świetne. Naprawdę masz niesamowity talent!
Prawie się popłakałam, jak Roni wpadła na Zayn'a... Ale wiesz, że ja sie szybko wzruszam :P
Tak bardzo jej współczuję, przez to co przechodzi w domu... Zginęła matka... Ojciec zachowuje się tak jak się zachowuje, a to nie wróży nic dobrego.
Mam jednak nadzieję, że wszystko się ułoży : ) Bo musi!
Twa WIERNA fanka
P.xx
O Matko... na prawdę się prawie popłakałaś?! Jejku żebyś widziała moją minę....Tak wiem,że szybko się wzruszasz... A ty wiesz,że ja też szybko się wzruszam ;)
UsuńZayn... on tutaj będzie w opowiadaniu dość tajemniczą osobą... przecież bez powodu wyjechał z Bradford, czyż nie? ;)) Ale nic więcej nie zdradzam. Ojciec Roni... wiele się słyszy o takich rzeczach... chciałam pokazać po części historie, która mogła komuś się przytrafić.
Mam FANKĘ .... Wiesz jak się cieszę :)
O Matko ale się rozpisałam... Buziaki :))