Minęło sporo czasu odkąd widziałaś go ostatni raz. Myślisz, że się z niego wyleczyłaś, zapomniałaś, żyjesz własnym życiem. Aż nagle go widzisz. Serce zaczyna bić jak szalone i nie chce przestać. Uświadamiasz sobie, że nie zapomniałaś. Uświadamiasz sobie, że wciąż kochasz.
- Matko Boska, Roni. Co ci się stało?- zapytał zaszokowany blondyn. Oczy dziewczyny były całe czerwone od płaczu, a policzki zaróżowione od zimna. Veronica nic nie powiedziała tylko mocno przytuliła chłopaka, wybuchając płaczem. Niall nie miał zamiaru pytać co się stało, bo wiedział, że tylko może pogorszyć jej stan.
Na całe szczęście- a może i nie - jego rodziców nie było.
- Roni... powiedź co się stało.- poprosił spokojnie jak dziewczyna już powoli się uspokoiła. Siedzieli w jego pokoju. Niebieskie tęczówki patrzały na dziewczynę z troską. Chciał jej pomóc, ale ona nie wiele mówiła.
- Veronica...
- On...on tu jest, rozumiesz?- nagle mu przerwała. - On wrócił... - powiedziała łamiącym się głosem. Chłopak przytulił dziewczynę i zaczął ją uspokajać.
- Spokojnie. - powiedział chociaż wiedział,że te słowa nic nie znaczą. Po prostu usiłował jej pomóc, tylko jak?
- Nie możesz ciągle przed nim uciekać rozumiesz? Wiem,że to dla ciebie ciężkie... Ale zrozum : Jeśli wrócił, to pewnie z jakieś przyczyny... Roni, słuchasz mnie? - spytał widząc,że dziewczyna gapi się bezczynnie w okno. Pokiwała głową i westchnęła głośno.
- Niall... co ja mam zrobić? Uciekłam od ojca, Zayn wrócił, wszystko się sypie. Co ja mam robić?- zielonooka patrzyła na chłopaka, z oczami pełnych łez. Blondyn przysunął mocniej do siebie dziewczynę i posadził na kolanach.
- Po prostu rób co uważasz za słuszne. Co ma być to będzie, wszystko musi się kiedyś ułożyć.- szepnął jej do ucha, a dziewczyna mocniej wtuliła się w przyjaciela.
***
- Zayn! Uśmiechnij się!- powiedziała Veronica. Dziewczyna siedziała z aparatem w rękach i co chwile robiła zdjęcia. Siedzieli razem pod 'ich drzewem' w parku i się wygłupiali. Po mino,że wiedzieli, że wszyscy na nich na pewno się patrzą, nie zwracali na to szczególnej uwagi.
- Dobra Ron, skończmy już tą całą sesje zdjęciową, co? - prosił chłopak. Jakoś mu się nie widziało, żeby pozować do zdjęć.
- Nie! - pokazało mu język i po raz kolejny zrobiła mu zdjęcie. Zaczęła się śmiać z jego miny jaka wyszła. On tylko przewrócił oczami i zaczął udawać,że się obraził.
- Ej no! Nie obrażaj się... - powiedziała smutniejszym głosem i przytuliła go. Brunet z zaskoczenia zaczął ją łaskotać. Dobrze wiedział,że tego nie lubi, ale jak to kiedyś jej powiedział '' Uwielbiam jak się na mnie złościsz'' .
- Zayn... przestań! - krzyczała, próbując złapać oddech kiedy to chłopak ją łaskotał. Ten tylko się zaśmiał i nie zamierzał jej puścić.
- Najpierw mnie przeproś!
- Nie! - krzyknęła i próbowała się uwolnić od Zayn'a, ale dobrze wiedziała,że jej to nie wyjdzie. Wziął ją na ręce i przerzucił przez ramię. Brunetka zaczęła piszczeć bojąc się, że zleci.
***
Chłopak uśmiechnął się pod nosem wspominając te najlepsze chwile spęczone z dziewczyną. Gdyby tylko mógł wrócić do tych czasów, kiedy to jeszcze mieszkał Bradford! Szedł chodnikiem bez żadnego celu, mając nadzieję,że znów wpadnie na Roni. Dobrze wiedział,że to się nie stanie, ale nie mógł tak siedzieć w domu. Zwariował by siedząc w ciszy.
Nagle spostrzegł,że zrobił kółko i znów jest na swojej ulicy, ale przed domem zielonookiej.
- Zostaw mnie!- usłyszał głośny pisk. Odwrócił się i po chwili uświadomił sobie,że krzyk dochodzi z domu Veronicy . Podszedł bliże i zaczął nasłuchiwać.
- Zamknij się suko! Nikt cię nie słyszy!
Co do cholery?! Przecież to jej ojciec!
Zayn pociągnął za klamkę.
- Cholera! - warknął. Szybko zaczął biec do końca budynku. Wszedł na taras, który znajdował się na parterze budynku i wszedł do środka, przez otwarte drzwi balkonu. Ale... czemu były one otwarte skoro była zimna? Zayn, nie zastanawiając się nad tym długo poszedł w głąb mieszkania. Było tutaj pusto. Na pewno się nie przesłyszał, przecież krzyk Ron, było słychać aż na zewnątrz! A może to były tylko jego urojenia i za dużo o niej myśli?
Nagle znów usłyszał pisk.
Teraz już głośniejszy... czyli jednak to był jej głos.
Szybko wszedł po drewnianych schodach, nie zważając na to,że robi przy tym dużo hałasu. Nagle po całym po domu rozniósł się huk trzaskającego naczynia. Hałas dobiegał z pokoju Roni.
- Proszę zostaw... - znów usłyszał jej pisk. Złapał za klamkę i szybko otworzył drzwi na oścież.
To co zobaczył, przekroczyło jego najśmielsze oczekiwania...
Ojciec dziewczyny stał nad nią. Ona siedziała skulona w kącie. Była cała roztrzęsiona,a jej oczy mówiły wszystko. Czuła strach i ból. Obrzydzenie do ojca. Nienawidziła go i straszliwie się go bała.
________________________
Bardzo was wszystkich przepraszam,że tak długo nic nie było!! Ale szkoła, mam tyle zadane,że to nie mieści się w głowie. Mi osobiście rozdział się nie podoba chociaż ciągle coś poprawiam. Mam nadzieję,że chociaż troszeczkę wam się spodoba :)) Jest krótki, ale chociaż coś jest.
Wasze opinie są dla mnie bardzo ważne, pamiętajcie o tym ;)
A z okazji,że są święta : Życzę wam smacznego jajka, radości i szczęścia :*
Do napisania :)
Ps. Tutaj macie mojego ask'a : http://ask.fm/TrustMeFF
piątek, 18 kwietnia 2014
czwartek, 27 marca 2014
Rozdział I
,,Gdy szukam wspomnień, które trwały ślad pozostawiły we mnie, kiedy podsumowuję godziny,
które miały dla mnie znaczenie, odnajduję nieomylnie to, czego żadne bogactwo nie zdołałoby mi
zapewnić: nie można kupić przyjaźni człowieka związanego z nami na zawsze doświadczeniami życia.''
,,Roni schodziła powoli po schodach,aby nie przewrócić się o długi materiał błękitnej sukienki.
On po chwili odwrócił się i ujrzał dziewczynę. Jego czekoladowe tęczówki lustrowały jej posturę i podziwiały z zachwytem jej osobę. Kluczoczarne włosy miał jak zawsze idealnie ułożone do góry.
Ubrany w czarny garnitur i tego samego koloru eleganckie buty idealnie komponowały się z jego czupryną.W kieszeni miał czerwoną róże, która dodawała chłopakowi uroku.
Veronica zeszła uśmiechając się lekko widząc,że chłopak się jej przygląda. Jej kasztanowe włosy były spięte w wysokiego koka, a zielone tęczówki przyglądały się chłopakowi. Podszedł do niej i wziął jej rękę i pocałował.
- Ślicznie pani wygląda,Panno Dowell - powiedział z łobuzerskim uśmiechem mulat,a dziewczyna się zaśmiała.
- No wiesz...- powiedziała przyglądając mu się - Ty też niczego sobie. Ten tylko przewrócił oczami i
zaprowadził na środek wielkiej sali. Wokół nich tańczyły inne pary, jedni zakochani inni po prostu się wygłupiali.Chłopak objął dziewczynę w tali, a ona zarzuciła mu ręce na szyi. Był to bal jesienny, zorganizowany przez szkołę.
Nikt nie przypuszczał,że pomiędzy przyjaźnią,a miłością jest bardzo cienka nitka, która tylko czeka aż się ją zerwie. Tylko nikt nie powiedział,że wszystko ma wyglądać jak z bajki, prawda?
- Roni, ja zawsze chciałem ci to powiedzieć ale nigdy nie miałem odwagi...- powiedział dalej patrząc w jej oczy. Dziewczyna przygryzła lekko wargę. ,,Czy ona robi to specjalnie?'' zapytał się chłopak w myślach.
- Ja, ja.. Ron.. ja..- zaczął się jąkać i plątać w tym co mówi. Dziewczyna tylko przyłożyła mu palec na ustach i powiedziała:
- Zayn... już nic nie mów, ja wiem...- pokręciła głową- Ja też...''
Dziewczyna szybko odgoniła od siebie myśli i wytarła cieknące po jej policzkach łzy. Tak nie mogło być, przecież nie mogła ciągle żyć przeszłością! A jednak. Wszystko szło jej na przekór, tylko dlaczego, dlaczego musiała tak cierpieć? Ona tylko chciała zaznać szczęścia, poczuć jak to jest być kochaną. Chyba jednak los miał inne plany. To tak jak by ktoś już napisał scenariusz ale inna osoba wzięła go i podarła na drobne kawałeczki, spaliła, napisała nowy... ale czy taki jak ona sobie wymarzyła? Na pewno nie.
Brunetka podkuliła nogi i oparła głowę o kolana. Popatrzała na okno którego obramowania były pomalowane na niebiesko. Do jej parapetu był przywiązany sznurek, a drugi koniec był przyczepiony do jego okna. Na parapecie Zayn'a stała średniego rozmiaru puszka. Gdy jeszcze byli małymi dziećmi wysyłali do siebie tym wiadomości, gdy nie mogli się spotkać, ale nawet jeszcze do niedawna to robili.
Nagle po całym domu rozniósł się huk trzaskających drzwi. Roni jeszcze bardziej przytuliła się do swoich kolan, a po jej twarzy znów zaczęły lecieć łzy. Jej szmaragdowe tęczówki były jak za gęstą mgłą.
Głośne uderzenia stóp o schody tylko pogorszyły sprawę, hałas był coraz głośniejszy aż w końcu ucichł.
Wszystko zawsze wyglądało tak samo. Drzwi od jej pokoju zaskrzypiały, a w ich progu stanął średniego wzrostu mężczyzna o brązowych włosach, z parodniowym zarostem.
- Znowu beczysz? - zapytał zachrypniętym głosem. - On nie wróci, nie pomoże ci, nie rozumiesz tego Veronica? Zaśmiał się jak by właśnie opowiedział jakiś dobry żart. Złapał mocno dziewczynę za obojczyk i pociągnął tak,że niewiele brakowało,a dziewczyna leżała by już na ziemi.
- Czego ty chcesz, co? - zapytała dziewczyna piskliwym głosem od płaczu - Co ja ci takiego zrobiłam? Roni nic z tego nie rozumiała, była zwykłą przeciętną nastolatką niewyróżniającą praktycznie niczym. Po tym jak jej mama zginęła w wypadku ojciec zaczął pić bo nie umiał się pogodzić ze śmiercią swojej żony. Znikał czasem na parę dni, a do domu wracał pijany. Ale najbardziej nie rozumiała jednej istotniej dla niej rzeczy. Dlaczego ona? Co ona zrobiła,że los był dla niej taki okrutny? Przez ostatnie dwa lata nie pamięta żeby nie było dnia, gdy z jej zielonych oczu nie poleciała chociaż jedna łza.
- To ja tu jestem od zadawania pytań...- mruknął nachylając się nad nią. - A teraz, złaś na dół i rób mi kolację. - powiedział już bardziej stanowczym głosem. Dziewczyna powoli zeszła z parapetu spuszczając głowę na dół tak, żeby jej włosy przykryły twarz z której zaczęły powoli płynąć łzy. To nie tak, że użalała się nad sobą i było ją tylko stać na to żeby wspominać . Ona po prostu już nie dawała rady. Wspomnienia nękały ją niemal na każdym kroku.
- Szybciej nie możesz?! - warknął do swojej córki. Tylko Roni nawet nie miała zamiaru mówić o nim jak o ojcu... No bo jaki ojciec tak traktuję własną córkę?!
Zielonooka przyspieszyła kroku schodząc po śliskich, drewnianych schodach w samych skarpetkach. Zeszła szybko prawie wywracając się na schodach. Weszła do małej kuchni. Była to już stara kuchnia, prawie wszystkie szafki były drewniane.
W mieszkaniu było zadziwiająco cicho, było tylko słychać krzątającą się po pomieszczeniu Veronicę. Zazwyczaj wyglądało to tak,że mężczyzna schodził na dół, poganiał Roni do gotowania i krzyczał na nią jak coś źle zrobiła.
Nagle wpadł jej do głowy pewien pomysł. Bała się, ale to było chyba jedyne wyjście aby uwolnić się na chociaż krótki czas od ojca. Po cichu wymknęła się z kuchni i szybko podeszła do szafki z butami która była koło drzwi na zewnątrz. Jak najciszej ubrała brązowe już trochę zniszczone kozaki i tego samego koloru kurtkę. Z komody wzięła torebkę i prędko wymknęła się z domu.
Wychodząc z domu od razu uderzył w nią powiew lodowatego powietrza. Cóż się dziwić była już końcówka listopada. Podniosła głowę do góry i spostrzegła,że z nieba lecą małe płatki śniegu. Lekko się zdziwiła ponieważ w Bradford już od dawna nie padał. Jednak po chwili zaczęła biec... przecież jak by jej ojciec spostrzegł,że jej nie ma to od razu zaczął by ją szukać.
Gdy w jej głowie pojawił się obraz ojca jak wydziera się na nią po tym jak uciekła, oczy jej się zaszkliły, a po chwili zaczęły lecieć łzy. Roni jeszcze bardziej przyśpieszyła swój bieg co nie było łatwe na chodniku który nie był odśnieżony. Jej długie włosy leciały na jej twarz, ale po mino tego dalej biegła. Po chwili jednak wpadała na kogoś i upadła na ziemię.
- Nic ci się nie stało?- zapytał chłopak, na którego wpadła. Głos należący do niego był bardzo znajomy, a może aż za bardzo?
Podniosła głowę i ujrzała chłopaka w skórzanej kurtce podający jej dłoń. Nie, przecież to nie mógł być on! Co on tu do cholery robił?! Przecież wyjechał, a Roni myślała,że już nigdy tutaj nie wróci!
- Veronica? - zapytał po chwili wpatrywania się w zaskoczoną dziewczynę. Ona nic nie odpowiedziała i wstała o własnych siła. Odwróciła się idąc tak jak by się nic nie stało.
- Roni, zaczekaj!- krzyknął za nią. Przyspieszył trochę biorąc dziewczynę za nadgarstek. Próbowała się przez chwilę wyszarpać, ale nie wychodziło jej to.
- Przestań i popatrz na mnie!- wykrzyknął. No tak, jak zwykle. Bo tylko na nią można krzyczeć. - Proszę...popatrz na mnie...- powiedział już spokojniej i czulej, jak by się opamiętał,że żadne krzyki tutaj nie pomogą. Po chwili wahania brunetka popatrzała na jego czekoladowe tęczówki, które były o dziwo przepełnione troską.
- Czemu płaczesz? - zapytał biorąc jej podbródek żeby odpowiadając patrzyła na niego.
- A, co?! Nagle cię to zaczęło obchodzić?!- wykrzyknęła łamiącym się głosem od płaczu odtrącając jego rękę.
- Ron, to nie tak! - odparł zanim dziewczyna zaczęła od niego się odsuwać.
- A jak?!- znów poniosła głos.- Zayn, wjechałeś bez żadnego pożegnania, nawet głupiego sms'a nie raczyłeś napisać! Wtedy, gdy najbardziej cię potrzebowałam... ty...- ostatnie zdanie niemal wyszeptała, a z jej oczy napłynęły kolejne łzy. Pokręciła głową biegnąc dalej, zostawiając chłopaka na środku chodnika. Z jednej strony po tym co zrobił niemal go znienawidziła, ale z drugiej miała ochotę znów się do niego przytulić i poczuć to ciepło bijące od chłopaka, to niesamowite bezpieczeństwo jakie przy nim czuła... ale nie potrafiła, czuła blokadę, która jej na to nie pozwalała...
Zanim się zorientowała nogi zaprowadziły ją pod dom jej przyjaciela. Był to niewielki drewniany domek otoczony płotem. Teraz w zimę tego nie było widać, ale w lato przed tym domem był przepiękny, mały ogródek. Od razu było widać,że w tym domu mieszka porządna pani domu. W końcu mama Niall'a uwielbiała rośliny.
Podeszła do dużych drewnianych drzwi i wcisnęła dzwonek, niemal modląc się,żeby to blondyn otworzył drzwi. Przecież rodzice Niall'era nie mogli zobaczyć jej w takim stanie!
Po chwili drzwi się otworzyły, a dziewczyna odetchnęła z ulgą widząc w nich swojego przyjaciela.
- Matko Boska, Roni. Co ci się stało?
___________________________________________________________________
Na wstępie chciała bym przeprosić za długą nie obecność,ale ja wcześniej już kończyłam pisać rozdział musiały mi korki w mieszkaniu puścić bo prąd nagle mi wyłączyli, a ten stary laptop musiał się wyłączyć -.-Jeśli wyłapiecie jakieś błędy to najmocniej przepraszam ale mam prawdopodobnie dysleksje bo miałam już robione badania.... Ale dosyć o mnie.
Mam nadzieję,że chociaż trochę się wam spodobał świat Roni :)Jest tutaj trochę pomieszane ale wszystkiego dowiecie się w swoim czasie :) Pisałam większą część drugi czas bo wcześniej mi się nie zapisało i wygląda to trochę gorzej niż wcześniej ale chyba to przeżyję ;))
Jeśli komuś się spodobało to proszę o komentarz bo chciałabym wiedzieć czy ktoś to czyta ;) Oczywiście was nie zmuszam ale możecie mi dać znak,że czytacie :>
Przypominam o moim ask'u : http://ask.fm/TrustMeFF
Pozdrawiam i do napisania :)
które miały dla mnie znaczenie, odnajduję nieomylnie to, czego żadne bogactwo nie zdołałoby mi
zapewnić: nie można kupić przyjaźni człowieka związanego z nami na zawsze doświadczeniami życia.''
,,Roni schodziła powoli po schodach,aby nie przewrócić się o długi materiał błękitnej sukienki.
On po chwili odwrócił się i ujrzał dziewczynę. Jego czekoladowe tęczówki lustrowały jej posturę i podziwiały z zachwytem jej osobę. Kluczoczarne włosy miał jak zawsze idealnie ułożone do góry.
Ubrany w czarny garnitur i tego samego koloru eleganckie buty idealnie komponowały się z jego czupryną.W kieszeni miał czerwoną róże, która dodawała chłopakowi uroku.
Veronica zeszła uśmiechając się lekko widząc,że chłopak się jej przygląda. Jej kasztanowe włosy były spięte w wysokiego koka, a zielone tęczówki przyglądały się chłopakowi. Podszedł do niej i wziął jej rękę i pocałował.
- Ślicznie pani wygląda,Panno Dowell - powiedział z łobuzerskim uśmiechem mulat,a dziewczyna się zaśmiała.
- No wiesz...- powiedziała przyglądając mu się - Ty też niczego sobie. Ten tylko przewrócił oczami i
zaprowadził na środek wielkiej sali. Wokół nich tańczyły inne pary, jedni zakochani inni po prostu się wygłupiali.Chłopak objął dziewczynę w tali, a ona zarzuciła mu ręce na szyi. Był to bal jesienny, zorganizowany przez szkołę.
Nikt nie przypuszczał,że pomiędzy przyjaźnią,a miłością jest bardzo cienka nitka, która tylko czeka aż się ją zerwie. Tylko nikt nie powiedział,że wszystko ma wyglądać jak z bajki, prawda?
- Roni, ja zawsze chciałem ci to powiedzieć ale nigdy nie miałem odwagi...- powiedział dalej patrząc w jej oczy. Dziewczyna przygryzła lekko wargę. ,,Czy ona robi to specjalnie?'' zapytał się chłopak w myślach.
- Ja, ja.. Ron.. ja..- zaczął się jąkać i plątać w tym co mówi. Dziewczyna tylko przyłożyła mu palec na ustach i powiedziała:
- Zayn... już nic nie mów, ja wiem...- pokręciła głową- Ja też...''
Dziewczyna szybko odgoniła od siebie myśli i wytarła cieknące po jej policzkach łzy. Tak nie mogło być, przecież nie mogła ciągle żyć przeszłością! A jednak. Wszystko szło jej na przekór, tylko dlaczego, dlaczego musiała tak cierpieć? Ona tylko chciała zaznać szczęścia, poczuć jak to jest być kochaną. Chyba jednak los miał inne plany. To tak jak by ktoś już napisał scenariusz ale inna osoba wzięła go i podarła na drobne kawałeczki, spaliła, napisała nowy... ale czy taki jak ona sobie wymarzyła? Na pewno nie.
Brunetka podkuliła nogi i oparła głowę o kolana. Popatrzała na okno którego obramowania były pomalowane na niebiesko. Do jej parapetu był przywiązany sznurek, a drugi koniec był przyczepiony do jego okna. Na parapecie Zayn'a stała średniego rozmiaru puszka. Gdy jeszcze byli małymi dziećmi wysyłali do siebie tym wiadomości, gdy nie mogli się spotkać, ale nawet jeszcze do niedawna to robili.
Nagle po całym domu rozniósł się huk trzaskających drzwi. Roni jeszcze bardziej przytuliła się do swoich kolan, a po jej twarzy znów zaczęły lecieć łzy. Jej szmaragdowe tęczówki były jak za gęstą mgłą.
Głośne uderzenia stóp o schody tylko pogorszyły sprawę, hałas był coraz głośniejszy aż w końcu ucichł.
Wszystko zawsze wyglądało tak samo. Drzwi od jej pokoju zaskrzypiały, a w ich progu stanął średniego wzrostu mężczyzna o brązowych włosach, z parodniowym zarostem.
- Znowu beczysz? - zapytał zachrypniętym głosem. - On nie wróci, nie pomoże ci, nie rozumiesz tego Veronica? Zaśmiał się jak by właśnie opowiedział jakiś dobry żart. Złapał mocno dziewczynę za obojczyk i pociągnął tak,że niewiele brakowało,a dziewczyna leżała by już na ziemi.
- Czego ty chcesz, co? - zapytała dziewczyna piskliwym głosem od płaczu - Co ja ci takiego zrobiłam? Roni nic z tego nie rozumiała, była zwykłą przeciętną nastolatką niewyróżniającą praktycznie niczym. Po tym jak jej mama zginęła w wypadku ojciec zaczął pić bo nie umiał się pogodzić ze śmiercią swojej żony. Znikał czasem na parę dni, a do domu wracał pijany. Ale najbardziej nie rozumiała jednej istotniej dla niej rzeczy. Dlaczego ona? Co ona zrobiła,że los był dla niej taki okrutny? Przez ostatnie dwa lata nie pamięta żeby nie było dnia, gdy z jej zielonych oczu nie poleciała chociaż jedna łza.
- To ja tu jestem od zadawania pytań...- mruknął nachylając się nad nią. - A teraz, złaś na dół i rób mi kolację. - powiedział już bardziej stanowczym głosem. Dziewczyna powoli zeszła z parapetu spuszczając głowę na dół tak, żeby jej włosy przykryły twarz z której zaczęły powoli płynąć łzy. To nie tak, że użalała się nad sobą i było ją tylko stać na to żeby wspominać . Ona po prostu już nie dawała rady. Wspomnienia nękały ją niemal na każdym kroku.
- Szybciej nie możesz?! - warknął do swojej córki. Tylko Roni nawet nie miała zamiaru mówić o nim jak o ojcu... No bo jaki ojciec tak traktuję własną córkę?!
Zielonooka przyspieszyła kroku schodząc po śliskich, drewnianych schodach w samych skarpetkach. Zeszła szybko prawie wywracając się na schodach. Weszła do małej kuchni. Była to już stara kuchnia, prawie wszystkie szafki były drewniane.
W mieszkaniu było zadziwiająco cicho, było tylko słychać krzątającą się po pomieszczeniu Veronicę. Zazwyczaj wyglądało to tak,że mężczyzna schodził na dół, poganiał Roni do gotowania i krzyczał na nią jak coś źle zrobiła.
Nagle wpadł jej do głowy pewien pomysł. Bała się, ale to było chyba jedyne wyjście aby uwolnić się na chociaż krótki czas od ojca. Po cichu wymknęła się z kuchni i szybko podeszła do szafki z butami która była koło drzwi na zewnątrz. Jak najciszej ubrała brązowe już trochę zniszczone kozaki i tego samego koloru kurtkę. Z komody wzięła torebkę i prędko wymknęła się z domu.
Wychodząc z domu od razu uderzył w nią powiew lodowatego powietrza. Cóż się dziwić była już końcówka listopada. Podniosła głowę do góry i spostrzegła,że z nieba lecą małe płatki śniegu. Lekko się zdziwiła ponieważ w Bradford już od dawna nie padał. Jednak po chwili zaczęła biec... przecież jak by jej ojciec spostrzegł,że jej nie ma to od razu zaczął by ją szukać.
Gdy w jej głowie pojawił się obraz ojca jak wydziera się na nią po tym jak uciekła, oczy jej się zaszkliły, a po chwili zaczęły lecieć łzy. Roni jeszcze bardziej przyśpieszyła swój bieg co nie było łatwe na chodniku który nie był odśnieżony. Jej długie włosy leciały na jej twarz, ale po mino tego dalej biegła. Po chwili jednak wpadała na kogoś i upadła na ziemię.
- Nic ci się nie stało?- zapytał chłopak, na którego wpadła. Głos należący do niego był bardzo znajomy, a może aż za bardzo?
Podniosła głowę i ujrzała chłopaka w skórzanej kurtce podający jej dłoń. Nie, przecież to nie mógł być on! Co on tu do cholery robił?! Przecież wyjechał, a Roni myślała,że już nigdy tutaj nie wróci!
- Veronica? - zapytał po chwili wpatrywania się w zaskoczoną dziewczynę. Ona nic nie odpowiedziała i wstała o własnych siła. Odwróciła się idąc tak jak by się nic nie stało.
- Roni, zaczekaj!- krzyknął za nią. Przyspieszył trochę biorąc dziewczynę za nadgarstek. Próbowała się przez chwilę wyszarpać, ale nie wychodziło jej to.
- Przestań i popatrz na mnie!- wykrzyknął. No tak, jak zwykle. Bo tylko na nią można krzyczeć. - Proszę...popatrz na mnie...- powiedział już spokojniej i czulej, jak by się opamiętał,że żadne krzyki tutaj nie pomogą. Po chwili wahania brunetka popatrzała na jego czekoladowe tęczówki, które były o dziwo przepełnione troską.
- Czemu płaczesz? - zapytał biorąc jej podbródek żeby odpowiadając patrzyła na niego.
- A, co?! Nagle cię to zaczęło obchodzić?!- wykrzyknęła łamiącym się głosem od płaczu odtrącając jego rękę.
- Ron, to nie tak! - odparł zanim dziewczyna zaczęła od niego się odsuwać.
- A jak?!- znów poniosła głos.- Zayn, wjechałeś bez żadnego pożegnania, nawet głupiego sms'a nie raczyłeś napisać! Wtedy, gdy najbardziej cię potrzebowałam... ty...- ostatnie zdanie niemal wyszeptała, a z jej oczy napłynęły kolejne łzy. Pokręciła głową biegnąc dalej, zostawiając chłopaka na środku chodnika. Z jednej strony po tym co zrobił niemal go znienawidziła, ale z drugiej miała ochotę znów się do niego przytulić i poczuć to ciepło bijące od chłopaka, to niesamowite bezpieczeństwo jakie przy nim czuła... ale nie potrafiła, czuła blokadę, która jej na to nie pozwalała...
Zanim się zorientowała nogi zaprowadziły ją pod dom jej przyjaciela. Był to niewielki drewniany domek otoczony płotem. Teraz w zimę tego nie było widać, ale w lato przed tym domem był przepiękny, mały ogródek. Od razu było widać,że w tym domu mieszka porządna pani domu. W końcu mama Niall'a uwielbiała rośliny.
Podeszła do dużych drewnianych drzwi i wcisnęła dzwonek, niemal modląc się,żeby to blondyn otworzył drzwi. Przecież rodzice Niall'era nie mogli zobaczyć jej w takim stanie!
Po chwili drzwi się otworzyły, a dziewczyna odetchnęła z ulgą widząc w nich swojego przyjaciela.
- Matko Boska, Roni. Co ci się stało?
___________________________________________________________________
Na wstępie chciała bym przeprosić za długą nie obecność,ale ja wcześniej już kończyłam pisać rozdział musiały mi korki w mieszkaniu puścić bo prąd nagle mi wyłączyli, a ten stary laptop musiał się wyłączyć -.-Jeśli wyłapiecie jakieś błędy to najmocniej przepraszam ale mam prawdopodobnie dysleksje bo miałam już robione badania.... Ale dosyć o mnie.
Mam nadzieję,że chociaż trochę się wam spodobał świat Roni :)Jest tutaj trochę pomieszane ale wszystkiego dowiecie się w swoim czasie :) Pisałam większą część drugi czas bo wcześniej mi się nie zapisało i wygląda to trochę gorzej niż wcześniej ale chyba to przeżyję ;))
Jeśli komuś się spodobało to proszę o komentarz bo chciałabym wiedzieć czy ktoś to czyta ;) Oczywiście was nie zmuszam ale możecie mi dać znak,że czytacie :>
Przypominam o moim ask'u : http://ask.fm/TrustMeFF
Pozdrawiam i do napisania :)
sobota, 15 marca 2014
Prolog - Tak trudno zapomnieć
Chciałabym wam opowiedzieć pewną historię. Nie jest ona typowym romansem, w którym zawsze wszystko kończy się ''Happy End'em''. Jest to opowieść która łączy lekko fantastykę z rzeczywistością. Bohaterką jest dziewczyna która jest zagubiona w tym zabieganym świecie. Nie będę wam dużo zdradzać, chcę abyście sami się o wszystkim przekonali. Ja byłam osobą która spoglądała na tą historię gdzieś z boku. Ta historia nauczyła mnie wielu rzeczy. Teraz chcę abyście wy też ją poznali....
,,Mogę znieść rozstanie, krzyki, łzy i rozdzierający serce ból, ale nie przetrwam jeśli znów odejdziesz bez słowa...''
Zielono oka brunetka siedziała na dużym fotelu, tuląc się do miękkiego koca. Jej wzrok utkwił w płomykach ognia z kominka. Po jej zaczerwienionych policzkach leciały zły, zresztą działo się tak coraz częściej. Nic nie chciało się układać... nic nie chciało iść po jej myśli...
,,Mogę znieść rozstanie, krzyki, łzy i rozdzierający serce ból, ale nie przetrwam jeśli znów odejdziesz bez słowa...''
Zielono oka brunetka siedziała na dużym fotelu, tuląc się do miękkiego koca. Jej wzrok utkwił w płomykach ognia z kominka. Po jej zaczerwienionych policzkach leciały zły, zresztą działo się tak coraz częściej. Nic nie chciało się układać... nic nie chciało iść po jej myśli...
Żyjemy wspomnieniami, chodź zaczynamy nowy rozdział.
Myślami wracamy do przeszłości, próbujemy zapomnieć,
ale nam to nie wychodzi.
Gubimy się między wspomnieniami z przeszłości,
a teraźniejszością...
Staramy się być silni,
a jednak jesteśmy słabi.
Staramy się wszystko wymazać,
a jednak bez skutku.
Nie umiemy już zaufać, nie wiemy komu.
Czy ten ktoś nie okażę się być fałszywy?
Tak na pewno było z Veronicą, nie potrafiła zamknąć tamtego rozdziału ponieważ brakowało paru elementów które połączyły by wszystko w jedną całość.
Tak na pewno było z Veronicą, nie potrafiła zamknąć tamtego rozdziału ponieważ brakowało paru elementów które połączyły by wszystko w jedną całość.
- Przysięgasz,że zawsze będziemy razem, że nigdy mnie nie opuścisz?- zapytała dziewczyna.
- Przysięgam...- odpowiedział przytulając ją lekko. Tylko czy dotrzymał słowa? Czasem staje się to niewykonalne, ale nie raz jest tak,że po prostu zapomniało się o tym o czym wypadało by pamiętać...Jednak podobno po każdej burzy wychodzi słońce, prawda?
- Przysięgam...- odpowiedział przytulając ją lekko. Tylko czy dotrzymał słowa? Czasem staje się to niewykonalne, ale nie raz jest tak,że po prostu zapomniało się o tym o czym wypadało by pamiętać...Jednak podobno po każdej burzy wychodzi słońce, prawda?
_______________________________________________
Witam wszystkich :)
Będę tutaj pisała opowiadanie poświęcone zespołowi One Direction. Od razu mówię,że chłopaki nie są w tym opowiadaniu sławni ;) Prolog wyszedł mi nie taki jak chciałam... chociaż sprawdzałam i poprawiałam wiele razy to efekt zostawał taki sam. Zostawiam go waszej ocenie ;)
Postaram się jeszcze dzisiaj dodać zakładkę z bohaterami.
Mam nadzieje,że prolog chociaż trochę spodobał. Tak przy okazji jeśli by ktoś chciał ze mną kontakt to założyłam specjalnie ask'a: http://ask.fm/TrustMeFF
Mogę was tam powiadamiać o nowych postach ale nie wiem czy już po prologu będzie ktoś już chciał ;>
Pozdrawiam, do napisania :)
Witam wszystkich :)
Będę tutaj pisała opowiadanie poświęcone zespołowi One Direction. Od razu mówię,że chłopaki nie są w tym opowiadaniu sławni ;) Prolog wyszedł mi nie taki jak chciałam... chociaż sprawdzałam i poprawiałam wiele razy to efekt zostawał taki sam. Zostawiam go waszej ocenie ;)
Postaram się jeszcze dzisiaj dodać zakładkę z bohaterami.
Mam nadzieje,że prolog chociaż trochę spodobał. Tak przy okazji jeśli by ktoś chciał ze mną kontakt to założyłam specjalnie ask'a: http://ask.fm/TrustMeFF
Mogę was tam powiadamiać o nowych postach ale nie wiem czy już po prologu będzie ktoś już chciał ;>
Pozdrawiam, do napisania :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)