Minęło sporo czasu odkąd widziałaś go ostatni raz. Myślisz, że się z niego wyleczyłaś, zapomniałaś, żyjesz własnym życiem. Aż nagle go widzisz. Serce zaczyna bić jak szalone i nie chce przestać. Uświadamiasz sobie, że nie zapomniałaś. Uświadamiasz sobie, że wciąż kochasz.
- Matko Boska, Roni. Co ci się stało?- zapytał zaszokowany blondyn. Oczy dziewczyny były całe czerwone od płaczu, a policzki zaróżowione od zimna. Veronica nic nie powiedziała tylko mocno przytuliła chłopaka, wybuchając płaczem. Niall nie miał zamiaru pytać co się stało, bo wiedział, że tylko może pogorszyć jej stan.
Na całe szczęście- a może i nie - jego rodziców nie było.
- Roni... powiedź co się stało.- poprosił spokojnie jak dziewczyna już powoli się uspokoiła. Siedzieli w jego pokoju. Niebieskie tęczówki patrzały na dziewczynę z troską. Chciał jej pomóc, ale ona nie wiele mówiła.
- Veronica...
- On...on tu jest, rozumiesz?- nagle mu przerwała. - On wrócił... - powiedziała łamiącym się głosem. Chłopak przytulił dziewczynę i zaczął ją uspokajać.
- Spokojnie. - powiedział chociaż wiedział,że te słowa nic nie znaczą. Po prostu usiłował jej pomóc, tylko jak?
- Nie możesz ciągle przed nim uciekać rozumiesz? Wiem,że to dla ciebie ciężkie... Ale zrozum : Jeśli wrócił, to pewnie z jakieś przyczyny... Roni, słuchasz mnie? - spytał widząc,że dziewczyna gapi się bezczynnie w okno. Pokiwała głową i westchnęła głośno.
- Niall... co ja mam zrobić? Uciekłam od ojca, Zayn wrócił, wszystko się sypie. Co ja mam robić?- zielonooka patrzyła na chłopaka, z oczami pełnych łez. Blondyn przysunął mocniej do siebie dziewczynę i posadził na kolanach.
- Po prostu rób co uważasz za słuszne. Co ma być to będzie, wszystko musi się kiedyś ułożyć.- szepnął jej do ucha, a dziewczyna mocniej wtuliła się w przyjaciela.
***
- Zayn! Uśmiechnij się!- powiedziała Veronica. Dziewczyna siedziała z aparatem w rękach i co chwile robiła zdjęcia. Siedzieli razem pod 'ich drzewem' w parku i się wygłupiali. Po mino,że wiedzieli, że wszyscy na nich na pewno się patrzą, nie zwracali na to szczególnej uwagi.
- Dobra Ron, skończmy już tą całą sesje zdjęciową, co? - prosił chłopak. Jakoś mu się nie widziało, żeby pozować do zdjęć.
- Nie! - pokazało mu język i po raz kolejny zrobiła mu zdjęcie. Zaczęła się śmiać z jego miny jaka wyszła. On tylko przewrócił oczami i zaczął udawać,że się obraził.
- Ej no! Nie obrażaj się... - powiedziała smutniejszym głosem i przytuliła go. Brunet z zaskoczenia zaczął ją łaskotać. Dobrze wiedział,że tego nie lubi, ale jak to kiedyś jej powiedział '' Uwielbiam jak się na mnie złościsz'' .
- Zayn... przestań! - krzyczała, próbując złapać oddech kiedy to chłopak ją łaskotał. Ten tylko się zaśmiał i nie zamierzał jej puścić.
- Najpierw mnie przeproś!
- Nie! - krzyknęła i próbowała się uwolnić od Zayn'a, ale dobrze wiedziała,że jej to nie wyjdzie. Wziął ją na ręce i przerzucił przez ramię. Brunetka zaczęła piszczeć bojąc się, że zleci.
***
Chłopak uśmiechnął się pod nosem wspominając te najlepsze chwile spęczone z dziewczyną. Gdyby tylko mógł wrócić do tych czasów, kiedy to jeszcze mieszkał Bradford! Szedł chodnikiem bez żadnego celu, mając nadzieję,że znów wpadnie na Roni. Dobrze wiedział,że to się nie stanie, ale nie mógł tak siedzieć w domu. Zwariował by siedząc w ciszy.
Nagle spostrzegł,że zrobił kółko i znów jest na swojej ulicy, ale przed domem zielonookiej.
- Zostaw mnie!- usłyszał głośny pisk. Odwrócił się i po chwili uświadomił sobie,że krzyk dochodzi z domu Veronicy . Podszedł bliże i zaczął nasłuchiwać.
- Zamknij się suko! Nikt cię nie słyszy!
Co do cholery?! Przecież to jej ojciec!
Zayn pociągnął za klamkę.
- Cholera! - warknął. Szybko zaczął biec do końca budynku. Wszedł na taras, który znajdował się na parterze budynku i wszedł do środka, przez otwarte drzwi balkonu. Ale... czemu były one otwarte skoro była zimna? Zayn, nie zastanawiając się nad tym długo poszedł w głąb mieszkania. Było tutaj pusto. Na pewno się nie przesłyszał, przecież krzyk Ron, było słychać aż na zewnątrz! A może to były tylko jego urojenia i za dużo o niej myśli?
Nagle znów usłyszał pisk.
Teraz już głośniejszy... czyli jednak to był jej głos.
Szybko wszedł po drewnianych schodach, nie zważając na to,że robi przy tym dużo hałasu. Nagle po całym po domu rozniósł się huk trzaskającego naczynia. Hałas dobiegał z pokoju Roni.
- Proszę zostaw... - znów usłyszał jej pisk. Złapał za klamkę i szybko otworzył drzwi na oścież.
To co zobaczył, przekroczyło jego najśmielsze oczekiwania...
Ojciec dziewczyny stał nad nią. Ona siedziała skulona w kącie. Była cała roztrzęsiona,a jej oczy mówiły wszystko. Czuła strach i ból. Obrzydzenie do ojca. Nienawidziła go i straszliwie się go bała.
________________________
Bardzo was wszystkich przepraszam,że tak długo nic nie było!! Ale szkoła, mam tyle zadane,że to nie mieści się w głowie. Mi osobiście rozdział się nie podoba chociaż ciągle coś poprawiam. Mam nadzieję,że chociaż troszeczkę wam się spodoba :)) Jest krótki, ale chociaż coś jest.
Wasze opinie są dla mnie bardzo ważne, pamiętajcie o tym ;)
A z okazji,że są święta : Życzę wam smacznego jajka, radości i szczęścia :*
Do napisania :)
Ps. Tutaj macie mojego ask'a : http://ask.fm/TrustMeFF